czwartek, 10 stycznia 2019

Rzuć to wszystko, żeby nie robić niczego



To był poniedziałek, chociaż przecież dopiero był piątek. To był jeden z tych dni, kiedy postanawiasz rzucić to wszystko i nie wyjechać w Bieszczady. Rzucić pracę w korporacji, startupie, instytucji państwowej, rodzinnej firmie z wieloletnią tradycją, średnim, małym i dużym przedsiębiorstwie. W związku z dynamicznym rozwojem firmy, w ogóle najszybciej rozwijającej się nie tylko na rynku polskim, ale i zagranicznym, postanawiasz rzucić to wszystko i nie wypasać owiec. Rzucić pracę i nie wyruszyć w podróż dookoła świata. Postanawiasz rzucić to wszystko i nie robić nic. Błogie, błogosławione, absolutne, nieskończone nic. I prosisz o uszanowanie decyzji wszystkich oburzonych, którzy w głębi braku serca lub rozumu zazdroszczą tobie tak bardzo, że pożarliby cię spojrzeniem, gdyby tylko byli w stanie spojrzeć ci w oczy, pożarliby cię, gdyby tylko nie byli na wiecznym wegetowaniu. Bo sami chcieliby rzucić to wszystko, ale przecież co ludzie powiedzą - to po pierwsze. Po drugie, co z tą Polską, emeryturą i kredytem, a po trzecie - nie mogą istnieć bez narzekania to wezmą sobie wezmą będą do usranej śmierci tkwić w tym jednym zagrzanym miejscu na tej ciepłej posadce i nigdy nieprzestawianym stołku. Żeby tylko nie wyjść nigdy ze swojej strefy dyskomfortu, która dłużej uczęszczana stała się całkiem komfortowa. I wegetują, gotują się w sobie, wegotowują się. I nigdy nie słyszeli o mówmencie, personalnej deweloperce i o tym, że takie rzucenie sobie wszystkiego w poniedziałek jest jak latem deszcz na betonie. 



W tym momencie włącz Taco Hemingway, zamknij oczy, odczekaj cztery minuty dwanaście sekund.

Czujesz to?

Rzuć to wszystko, żeby nie robić niczego

To był poniedziałek, chociaż przecież dopiero był piątek. To był jeden z tych dni, kiedy postanawiasz rzucić to wszystko i nie wyjechać ...